Bartosz Pilitowski: Jakich kompetencji potrzebują dziś sędziowie?

W dniu powołania sędzia ślubuje w orzekaniu kierować się wyłącznie dwiema rzeczami – przepisami prawa oraz własnym sumieniem. Czy obu kwestiom poświęcamy wystarczającą uwagę wybierając sędziów?

Znajomość i posłuszeństwo przepisom nie tylko w teorii, czy w powszechnym przekonaniu, są nieodzownymi przymiotami sędziego. Ich wagę potwierdza praktyka – zinstytucjonalizowany klucz, według którego nieliczni adepci prawa uzyskują wstęp za stół sędziowski. Jest nim wiedza prawnicza oraz umiejętność zastosowania jej zgodnie z obowiązującym kanonem. Posiadania tego klucza prawnik musi dowieść podczas odbywania aplikacji, w toku licznych egzaminów, w tym tego najważniejszego, dwudniowego, państwowego egzaminu końcowego. Możemy więc spać spokojnie. Po godność sędziego mają dziś szansę sięgnąć wyłącznie osoby, których znajomość prawa nie może budzić wątpliwości.

W przypadku drugiej części przywołanego fragmentu sędziowskiego ślubowania, instytucje naszego państwa wykazują znacznie mniejszą dociekliwość. Praktyka pokazuje, że zakładamy w sposób nieco naiwny, że jeśli przyszły sędzia nie ma na sumieniu zbrodni większych niż mandat za przekroczenie prędkości, to nie tylko sumienie posiada, ale także, że jest to sumienie zdolne prawidłowo odróżniać dobro od zła, tak na sali sądowej, jak i w życiu osobistym.

Tymczasem media udowadniają nam już drugi tydzień, jak bardzo potrafimy się w swoich założeniach pomylić. Kolejne odsłony tzw. „afery hejterskiej” rodzą pytania nie tylko co do trafności obsady stanowisk przez Ministra Sprawiedliwości, czy wprost jego odpowiedzialności za działania podwładnych sędziów. Poddają także w wątpliwość zdolność odróżniania dobra od zła u szeregu osób, które za stołem sędziowskim przez wiele lat miały zaszczyt zasiadać i być może wkrótce za niego wrócą.

Czy ten skandal sprawia, że powinniśmy się problematyce wyboru osób na stanowiska sędziowskie bliżej przyjrzeć? Nie. Powinno być to bowiem przedmiotem naszej ciągłej troski, aby władzą sędziowską obdarzać wyłącznie te osoby, których charakter wykazuje coś więcej niż nieskazitelność. Na marginesie należy zauważyć, że najłatwiej udowodnić nieskazitelność charakteru, gdy się go po prostu nie ma.

W toku badań sposobu, w jaki w Polsce przebiegają konkursy na wolne stanowiska sędziowskie, miałem okazję rozmawiać z wieloma członkami Krajowej Rady Sądownictwa odpowiedzialnymi za wybór kandydatów. Każdy z moich rozmówców przyznawał, że niezwykle pomocna w podjęciu właściwej decyzji jest osobista rozmowa z kandydatami. Jak ujął to jeden z członków Rady poprzedniej kadencji, przywołując słowa sędziego doświadczonego w przeprowadzaniu podobnej procedury w Holandii: „Trzeba człowiekowi, który chce zostać sędzią, spojrzeć w oczy i sprawdzić, czy nie kryje się w nich zło”.

Mimo tego intuicyjnego, powszechnego przekonania o wartości osobistej rozmowy, Krajowa Rada Sądownictwa (zarówno w starym i nowym składzie) decydowała się na takie rozmowy w przypadku bardzo niewielu konkursów. Z naszych badań wynika, że przez lata działania Rada nie wypracowała też żadnej spójnej metodologii prowadzenia tego typu rozmów. Z treści upublicznionych transkrypcji rozmów przeprowadzanych w ubiegłym roku z kandydatami do Sądu Najwyższego wynika, że cel pytań był mglisty, a odpowiedzi kandydatów zdradzające przeszkody dla zachowania bezstronności, lekceważone.

Nie musi tak być. W ocenie cech potrzebnych do pełnienia urzędu sędziego, nie musimy polegać wyłącznie na egzaminach z wiedzy i intuicji członków KRS (choć obie te rzeczy są nie do przecenienia). Dorobek nauk społecznych oraz nauk o zarządzaniu w obszarze selekcji kandydatów jest bardzo bogaty. Na co dzień korzystają z niego nie tylko organizacje sektora prywatnego, ale także instytucje powołane do wyboru sędziów w innych krajach. Żadna z metod nie gwarantuje, że do zawodu nigdy nie trafi nieodpowiednia osoba, ale wykorzystanie ich może znacznie ograniczyć takie ryzyko.

Wykorzystanie dorobku nauki i wiedzy praktyków przy selekcji kandydatów na urząd sędziego (a może już na aplikację) musi poprzedzać sprecyzowanie, jakich cech od dziś od sędziów powinniśmy oczekiwać. W literaturze z dziedziny zarządzania zasobami ludzkimi kwalifikacje zawodowe często nazywa się kompetencjami i definiuje szeroko. Należą do nich: wewnętrzna motywacja, uzdolnienia i predyspozycje, wiedza, wykształcenie, doświadczenie i praktyczne umiejętności, zdrowie, jak również postawy i zachowania oczekiwane od osób zajmujących dane stanowisko.

Fundacja Court Watch Polska inicjuje prace nad opracowaniem takiego komplementarnego profilu kompetencyjnego i zaprasza do rozmowy wszystkich przedstawicieli zawodów prawniczych. Podczas najbliższej konferencji podsumowującej roczny cykl Obywatelskiego Monitoringu Sądów, zaplanowana została dyskusja z udziałem sędziów z Polski i zagranicy, jak również ekspertów od procesów selekcji, pod tytułem „Jakich kompetencji potrzebują dzisiaj sędziowie?” Odbędzie się ona 28 września w siedzibie Naczelnego Sądu Administracyjnego pod patronatem Prezesa NSA – Prof. Marka Zirk-Sadowskiego.

Jestem przekonany, że wysiłek wart jest podjęcia. Każdy przypadek naruszenia zasad godnego i uczciwego postępowania przez sędziego bardzo dotkliwie obciąża wizerunek całego środowiska oraz – co najważniejsze – zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Naszą odpowiedzialnością jest wykorzystać dostępne środki, aby takich przypadków było jak najmniej.

Bookmark the permalink.

Comments are closed