Komentarz w „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Prawnej” i TOK FM

Jeszcze zanim najnowszy raport Fundacji „Aktualna praktyka stosowania tymczasowych aresztowań w Polsce. Raport z badań empirycznych” ujrzał światło dzienne, jeden z jego autorów – Bartosz Pilitowski opublikował tekst w „Rzeczpospolitej„, w którym zasygnalizował szereg problemów związanych ze stosowaniem tego środka zapobiegawczego. Zwrócił m.in. na jego powszechne utożsamianie z karą aresztu:

Pojęcia te łatwo pomylić. Sprowadzają się bowiem do jednego – pozbawienia osoby wolności. Mają one także łudząco podobne nazwy. Areszt to kara stosowana w prawie wykroczeń. Orzeczenie aresztu jest tożsame z uznaniem przez sąd winy osoby ukaranej. Postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania nie przesądza o winie i ma służyć wyłącznie zabezpieczeniu prawidłowego toku postępowania karnego (m.in. poprzez uniemożliwienie oskarżonemu matactwa czy ucieczki) lub wyjątkowo także w celu zapobiegnięcia popełnieniu przez oskarżonego nowego, ciężkiego przestępstwa. Niestety świadomość różnic między tymi pojęciami jest w społeczeństwie nikła. Mylą je nie tylko anonimowi internauci. Zdarzyło się to ostatnio na Twitterze prezesowi jednego z największych zrzeszeń przedsiębiorców. Nawet w opracowaniach ministerialnego Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości spotkać się można z określaniem tymczasowego aresztowania mianem kary. Nazewnictwo tymczasowego aresztowania wzmacnia przekonanie o jego stereotypowej roli – bycia prowizoryczną karą. Zgodnie z prawem nią nie jest i w praktyce także być nie powinno. Poprzez zmianę nazwy tymczasowego aresztowania na określenie lepiej oddające jego funkcję – np. na odizolowanie zapobiegawcze – moglibyśmy uniknąć mylenia tej instytucji z karą aresztu. Miałoby to duże znaczenie dla praktycznej realizacji w Polsce zasady domniemania niewinności.

Już po publikacji raportu prezes Fundacji udzielił wywiadów „Gazecie Prawnej” i TOK FM. W pierwszym z nich odniósł się m.in. do różnicy odpowiedzialności pomiędzy sędziami a prokuratorami w kontekście stosowania tymczasowych aresztowań:

(…) są wytyczne, z których wynika, że tymczasowe aresztowanie należy traktować jako środek domyślny, a pozostałe można brać pod uwagę dopiero wówczas, kiedy z jakiegoś powodu nie można go zastosować. Prokuratorzy, w przeciwieństwie do sędziów, nie są niezawiśli i muszą wykonywać polecenia zwierzchników, inaczej musieliby się liczyć z konsekwencjami służbowymi. Dlatego większe pretensje mam do sędziów. To oni mają obowiązek dokładnie przeanalizować wnioski prokuratorskie, skonfrontować je z przepisami prawa. Niestety tak nie robią. Z naszych badań wyłania się obraz systemu, w którym rola sędziów sprowadza się do bezrefleksyjnego przyklepywania wniosków. Owszem, zdarzają się wyjątki – uczciwi, porządni sędziowie, którzy podchodzą do każdej sprawy indywidualnie, polemizują z prokuratorami, piszą obszerne i zrozumiałe nawet dla laików uzasadnienia. Ale tych jest garstka. Generalnie sędziowie ufają prokuratorom i od lat akceptują ponad 90 proc. wniosków o tymczasowe aresztowanie. Jeszcze bardziej zgodni są w przypadku wniosków o przedłużenie tymczasowego aresztowania – zatwierdzają 95 proc. z nich. (…) Niech prokuratorzy piszą, co chcą, ale na końcu powinien stać mądry, niezawisły sędzia, który zweryfikuje, czy izolacja podejrzanego jest konieczna.

W rozmowie z Pawłem Sulikiem na antenie TOK FM prezes Fundacji Court Watch Polska zwrócił uwagę na alternatywne środki zapobiegawcze, które mają do dyspozycji prokuratorzy, których jednak nie są środkami ich pierwszego wyboru:

Prokurator może zastosować poręczenie majątkowe – jeżeli ktoś ma dom, firmę, dorabiał się, tak łatwo tego nie porzuci. Drugi sposób to dozór policji, czyli nakaz przebywania pod konkretnym adresem, który policja sprawdza, meldowania się na policji, można zabrać podejrzanemu paszport, żeby przypadkiem się nie wyprowadził. Jest szereg metod, które prokurator może zastosować – nawet samodzielnie – aby zabezpieczyć postępowanie.  (…) Z pragmatycznego punktu widzenia to środek idealny. Człowiek zamknięty w areszcie
śledczym ani nie popełni kolejnego przestępstwa, ani nigdzie nie ucieknie, ani nie będzie nagabywał świadków, żeby zeznawali inaczej – jest to taki środek, można powiedzieć, stuprocentowy bardzo bezpieczny. ale zarówno polskie prawo, jak i orzecznictwo Europejskiego Trybunatu Praw Człowieka zwraca uwagę, że jednak jest to środek bardzo dotkliwy, więc powinniśmy go stosować tylko wyjątkowych absolutnie uzasadnionych przypadkach. We wszystkich pozostałych powinniśmy korzystać z tego całego arsenału innych środków. Problem polega na tym, (…) można powiedzieć – [na] sposobie myślenia, (…), że ten środek jednak jest domyślny, ponieważ jest najbezpieczniejszy. Zastanawiamy się nad innymi środkami tylko, jeżeli uznamy, że ten środek nie może być zastosowany, albo np. że inne ewentualnie nam wystarczą. Powinno być odwrotnie, to znaczy ustawodawca powinien narzucić sędziemu obowiązek upewnienia się, że inne środki nie będą wystarczające i upewnienia się, że tymczasowe aresztowanie nie będzie zbyt dotkliwe dla podejrzanego i jego rodziny.

Materiały dostępne pod linkami:

https://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/312109981-Bartosz-Pilitowski-Tymczasowe-aresztowania—nazwa-odgrywa-zasadnicza-role.html

https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1444557,raport-o-tymczasowym-aresztowaniu-pilitowski-court-watch.html

https://audycje.tokfm.pl/podcast/84182,W-aresztach-sledczych-przebywa-dwa-razy-wiecej-osob-niz-w-2015-roku

 

Bookmark the permalink.

Comments are closed